Kiedy jeszcze prawie dokładnie rok temu zdarzało mi się dojeżdżać przez miasto na jedną z najbardziej kultowych, sopockich miejscówek – Smolną, myślałem sobie: potrzebuję kasku z odpinaną szczęką. Z jednej strony: nie chciałem wyglądać jak awangardowy gimnazjalista, jadąc uliczkami z nałożonym na głowę full facem, natomiast z drugiej: nie w smak mi było jeżdżenie bez jakiejkolwiek ochrony czy powrót do wożenia kasku na kierownicy.

Robiąc szybki research możliwych opcji, nie miałem innego wyboru niż kupno kasku Giro Switchblade w kolorze lime green (ciąży nade mną klątwa jaskrawej żółci). Skoro model miałem już wybrany, to nie pozostawało nic innego, jak wypatrywać jakiejś konkretnej promocji, w której mógłbym dostać ten model w interesującym mnie rozmiarze. Jak się okazało, wcale nie musiałem długo czekać, bo już następnego tygodnia znalazłem kilka sztuk za około 650 zł w jednym z brytyjskich sklepów wysyłkowych.

Spis treści: (kliknij nazwę sekcji, aby przewinąć)

  1. Pierwsze wrażenia
  2. Wygląd
  3. Ochrona
  4. Komfort
  5. Wentylacja
  6. Porównanie z kaskami typu full face/trail
  7. Podsumowanie

Czy ten rasowy kask enduro spełnił moje oczekiwania? Tego dowiecie się w poniższym teście. Długodystansowym – bo podsumowującym cały sezon jazdy z Giro Switchblade na głowie.

1. Pierwsze wrażenia – co znajdziesz w kartonie ze swoim nowym Giro Switchblade?

Kask Giro Switchblade - zawartość kartonu

Zawartość kartonu: daszek, instrukcje, worek i gąbki… w moim przypadku 3 na lewą stronę i 1 na prawą :)

Nowe kaski przychodzą w całkiem sporawych kartonach, na których widnieją oczywiście logo oraz nazwa marki. Na pudełku znaleźć można również podstawowe informacje na temat skrywanego wewnątrz produktu. Dzięki temu – oraz dzięki specjalnie zaprojektowanym otworom w tekturze – bez wyjmowania zawartości można sprawdzić, czy jej parametry zgadzają się z zamówieniem.

Kask Giro Switchblade

Moim zdaniem kask wygląda naprawdę nieźle…

Kask enduro Giro Switchblade

… zarówno bez szczęki, jak i z nią.

Odnieśmy się teraz do najistotniejszej kwestii, czyli do tego, co znajduje się w samym pudle. Oprócz – rzecz jasna – kasku, znajdziemy w nim takie rzeczy jak:

  • zapasowy daszek (z mocowaniem na kamerkę),
  • dodatkowe gąbki (po dwie na szczękę i na policzki),
  • instrukcja i owner manual,
  • ochronny worek materiałowy.

Jak za kask kosztujący w standardowych warunkach około 1200 złotych – z pewnością nie jest to najbardziej dopracowana zawartość. Jednocześnie chcę zaznaczyć, że powyższe fanty zdecydowanie nie wywołują uczucia kartonowej pustki (chyba że w portfelu).

2. Prezentacja, wygląd i design

Przejdźmy do najważniejszego – do omawiania samego zabezpieczenia. Moje pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne – kolory są żywe, a sam kask naprawdę solidnie wykonany. W swoim znalazłem co prawda jedną wadę wizualną, ale równie dobrze mogła ona powstać podczas przechowywania. Giro Switchblade już od samego początku sugeruje, że został stworzony do mocniejszych zastosowań. Wskazuje na to jego masa (985 g w całości, 691 g z odpiętą szczęką) oraz budowa, którą wyobrażałem sobie jednak jako mniej full face’ową.

Kask Giro Switchblade - daszek

W trakcie jazdy nad endurowcem czuwa oko…

Chociaż zamiarem projektantów zdecydowanie nie było dostarczenie na rynek dzieła sztuki, to ogólna prezentacja skorupy została wzbogacona o kilka detali, które w mojej ocenie wpływają pozytywnie na wygląd kasku.

Kask Giro Switchblade od tyłu

Strzykawki Noże na kasku? Od tych narzędzi wzięła się nazwa modelu – Switchblade to po polsku nic innego, jak nóż sprężynowy.

Przód Giro Switchblade

Logo producenta zawsze się znajdzie — na wypadek, gdyby ktoś nie zauważył wielkich napisów po bokach.

Daszek jest dość mocno ruchomy, a regulacja jego pochylenia działa na zasadzie popchnij-pociągnij (brakuje tu jakiegokolwiek mechanizmu blokującego).

Giro Swiitchblade - ruchomość daszku

Daszek jest dość mocno regulowany.

Zawsze staram się dbać o sprzęt, ale należę raczej do osób ciamajdowatych, którym wiele rzeczy dzieje się przez brak koordynacji. Tutaj spory plus, bo po upływie roku nie zauważyłem żadnych ubytków czy rys na lakierze pokrywającym skorupę.

3. Bezpieczeństwo i ochrona

Giro Switchblade jest zabezpieczeniem, które powstało w zgodzie z kilkoma certyfikatami bezpieczeństwa: CPSC i EN-1078 oraz – najbardziej interesującym – ASTM-1952-DH. Posiadanie dwóch pierwszych nie jest bynajmniej żadnym osiągnięciem, bo tak naprawdę każdy kask powinien być atestowany przynajmniej nimi (jeśli Twój nie jest, mam złą wiadomość). Ostatni wspomniany certyfikat wskazuje natomiast na bezpieczeństwo i użyteczność modelu jako kask downhillowy. Wg zapewnień producenta, Switchblade może być stosowany właśnie w tym celu zarówno z, jak i bez szczęki.

Kask Giro Switchblade na głowie

Kask porządnie obudowuje głowę…

Kask Giro Switchblade na głowie

… z każdej strony, która ma znaczenie.

Kask Giro Switchblade z założonymi goglami

Miejsca na gogle jest wystarczająco dużo, by pomieścić typowy sprzęt dla crossowców (na zdjęciu 100% Accuri).

Giro Switchblade bez szczęki i gogle

No i w końcu zdjęcie jak przystało na endurowca.

Kolejną sprawą jest MIPS, czyli Multi-directional Impact Protection System. Nieważne, po której stronie barykady stoisz w związku z tym patentem, jedno jest pewne: kask z odpinaną szczęką od Giro został w niego wyposażony.

Kask z odpinaną szczęką Giro Switchblade

Giro Switchblade i jego MIPS.

Jak jednak powyższe kwestie sprawdzają się w praktyce? Mam tyle szczęścia, że nie musiałem jeszcze na własnej głowie sprawdzać tego, co się z nią stanie w chwili spotkania z ziemią lub drzewem. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że kask daje przynajmniej spore poczucie bezpieczeństwa, którego brakuje mi podczas jazdy w standardowych kaskach trail/enduro.

Jeżdżąc z przypiętą szczęką, czuję się bardziej jakbym miał na sobie kask crossowy, a nie rowerowy (i nie chodzi tu o masę!). Powyższe słowa potwierdza również fakt zastosowania zapięcia typu Double-D, doskonale znanego ze sprzętu dla motocyklistów. Nie ma żadnych szans, żeby rycerz enduro zgubił przy glebie swój lojalny hełm!

Zapięcie Giro Switchblade

Zapięcie Double-D. Lubię to.

Już na pierwszy rzut oka widać, że Giro Switchblade to kask, któremu znacznie bliżej jest do typowych full face’ów niż do ścieżkowej ochrony. Nie mam wątpliwości, że w niektórych przypadkach takie obudowanie wygląda śmiesznie i nieadekwatnie do sytuacji.

Kask Giro Switchblade na głowie

Giro Switchblade to spory kask. Czasami wstyd pokazywać się z nim na trasie.

4. Komfort i wygoda użytkowania

Moja głowa mierzy sobie 55 cm obwodu. Jak podaje rozmiarówka Giro, jest to górny wymiar, do którego powinienem zmieścić na sobie rozmiar S. Nie jest to nieprawda, bo kask siedzi jak złoto, co jest zasługą również całkiem sprawnie działającej regulacji. Gąbki modelu są komfortowe i w tym względzie nie ma się do czego przyczepić…

Kask Giro Switchblade

Regulacja pozwala dobrze dopasować kask do rozmiaru głowy.

… jeśli uda się go w ogóle wcisnąć.

To właśnie ta ostatnia kwestia stanowi największy problem, bo żeby umieścić na swojej łepetynie ochronę amerykańskiego producenta, trzeba sporo się namęczyć. W pewnym stopniu dotyczy to również ściągania kasku. Dlaczego w pewnym stopniu? Wygodne zdejmowanie można sobie wypracować – generalnie wszystko opiera się nie o ciągnięcie, a o stopniowe wykonywanie ruchów przód-tył (z nastawieniem na tył).

Wnętrze kasku Giro Switchblade

Wnętrze kasku — widok na MIPS i gąbki… których nie można w pełnym komplecie wyjąć do mycia. Minus.

Moje zastrzeżenia dotyczące wygody związane są także z samym systemem zapinania szczęki. Aby móc to zrobić, należy wsunąć metalowe fragmenty doczepianego elementu w otwory-szyny reszty kasku. Jestem pewien, że trafianie tam, gdzie trzeba, da się wyćwiczyć. Dla mnie jednak prawdopodobnie zawsze zostanie to proces, który wymaga użycia telefonu lub poproszenia kumpla o pomoc.

Giro Switchblade - szyna do wpinania szczęki

Traf w taką dziurę… Paradoksalnie – im mokrzej, tym trudniej.

Kask Giro Switchblade - system zatrzaskowy

Kask Giro Switchblade - system zatrzaskowy

To musi wejść tam… brzmi łatwo (jeśli kask nie jest na Twojej głowie).

Kask Giro Switchblade - system zatrzaskowy

Zakładanie kasku Giro Switchblade

Zakładasz szczękę, czy robisz sobie selfie? Kumplom nie wytłumaczysz…

Zakładanie kasku na głowę

Zakładanie szczęki to (dla niewprawionych) autentyczny ból.

Z odpinaniem szczęki nie ma takiego problemu – tutaj wszystko odbywa się raczej bez problemów i bez… nadszarpnięcia dumy.

Giro Switchblade - mechanizm odpinania

Odpiąć jest łatwo. Wystarczy wcisnąć przyciski po obu stronach i wyciągnąć szczękę do przodu.

Odpinanie kasku

Trzeba wcisnąć tu… i pociągnąć tam.

Swoją drogą – kask świetnie trzyma okulary (w których jeżdżę na co dzień). Nigdy nie miałem problemu ze zsuwaniem się ich z głowy, co w przypadku Foxa Flux było na porządku dziennym.

Kask Giro i okulary

Okulary i Switchblade to udana para.

5. Wentylacja

Za wentylację w Giro Switchblade odpowiada 20 otworów wentylacyjnych. Moim zdaniem ich wielkość, rozmieszczenie i skuteczność stanowią świetny kompromis pomiędzy należytą ochroną a endurową świeżością głowy. Kask testowałem zarówno w temperaturach wynoszących -8 °C, jak i ponad 30 °C. W przypadku mrozów zapewnia on nieco lepszą ochronę przed zimnem niż produkty typowo szlakowe. W gorących okresach jest odrobinę cieplej, ale mimo to szczelniejsza zabudowa nie sprawia, że chce się odpłynąć.

Giro Switchblade od góry.

Ileś z iluś otworów wentylacyjnych.

Warto natomiast pamiętać o tym, że pomimo otworów wentylacyjnych znajdujących się na wysokości kanału słuchowego, osoby gorzej słyszące mogą mieć problem ze zrozumieniem tego, co gada się naokoło (szczególnie jeśli ktoś jadący za nimi krzyczy coś o czymś wolnym).

6. Porównanie z tradycyjnymi kaskami enduro/trail i full face

Jak Giro Switchblade wypada w porównaniu do kasków innego typu? Moim zdaniem dobrze odzwierciedla on wyobrażenia większości osób o jego – przede wszystkim – zjazdowym charakterze. Ze względu na swoją masę i gorszą przewiewność, nie jest to sprzęt na całodniowe, rekreacyjne wyjazdy. Jeśli jednak na swojej wycieczce zamierzasz zahaczyć o konkretne miejscówki – dodatkowa ochrona warta jest nieco mniejszego komfortu.

Podczas pierwszych jazd z nowym nakryciem głowy, te kilkaset gramów więcej na głowie negatywnie odbija się na odcinku szyjnym kręgosłupa – różnica pomiędzy Switchblade a kaskiem ścieżkowym jest wyraźnie odczuwalna. Z czasem uczucie ciężkości staje się jednak niezauważalne.

Zanim opisywany model znalazł się w moich rękach, zastanawiałem się jeszcze nad kupnem nowego kasku z jednoznacznie zjazdowym pazurem. Obecnie nie mam takiego zakupu w planach i z całą pewnością mogę powiedzieć, że produktu od Giro nie boję się używać w miejsce pełnoprawnego full face’a.

Niby tak, a niby nie tak. Giro Switchblade śmiało mógłby stać po lewej stronie starego SixSixOne.

7. Podsumowanie

Jeśli chodzi o trójmiejskie warunki, to Switchblade jest dla mnie rozwiązaniem optymalnym, dzięki któremu mogę bezpiecznie jeździć po dowolnych trasach, a jednocześnie: bez stresu do nich dojeżdżać. Chociaż jest kilka detali, które niesamowicie denerwują mnie w tym modelu, to stojąc jeszcze raz przed wyborem kasku z odpinaną szczęką, podjąłbym pewnie identyczną decyzję. Z pewnością poczekałbym jednak na dostępność większego rozmiaru, bo rzucać wulgaryzmami nie lubię, a podczas zdejmowania mojego egzemplarza musiałem to zrobić… wiele razy.

Plusy:

  • lepsza ochrona w porównaniu do zwykłych kasków enduro/trail,
  • odpinana szczęka to dla sporej części osób rozwiązanie optymalne w enduro,
  • skuteczniejsza wentylacja niż w standardowych kaskach full face,
  • kask pomieści nawet sporych rozmiarów gogle,
  • zapięcie Double-D,
  • wytrzymałość lakieru,
  • drugi daszek w zestawie.

Minusy:

  • cięższy niż klasyczna ochrona ścieżkowa,
  • doczepianie szczęki może być udręką,
  • brak możliwości wyjęcia wszystkich gąbek,
  • trudności z zakładaniem i zdejmowaniem kasku.
Podobało się? Podziel się moim wpisem z innymi!

2
Dodaj komentarz

1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Matt

Z tymi strzykawkami to jaja sobie robisz, czy poważnie, bo oglądałeś bez okularów? ;)

To są noże sprężynowe, co zresztą sugeruje nazwa kasku.